Oczy zasypane piaskiem

Adam Kraszewski

 

Już samo nazwisko Autora jest pewną prowokacją. Bo tak naprawdę to Pawła Smoleńskiego nie cierpią radykałowie obu stron relacjonowanego konfliktu. Jest to cena, którą płaci każdy, kto chce być bezstronny. A takim stara się być nasz Autor, relacjonując konflikt na Bliskim Wschodzie.

Gdybyśmy zebrali wszystkie negatywne opinie o Pawle Smoleńskim musielibyśmy stwierdzić, że to bardzo nieciekawy człowiek. Jedni uważają go za agenta syjonistycznego, sprytnego i głęboko zakamuflowanego. Drudzy zaś, za bardzo niebezpiecznego lewaka, groźniejszego dla państwa Izrael niż wszystkie rakiety Qassam i Grad razem wzięte. Sam Autor zdaje się nie przejmować opiniami o sobie, zgodnie z maksymą Ignacego Krasickiego, że prawdziwa cnota krytyki się nie boi.

Oczy zasypane piaskiem


Konflikt izraelsko-palestyński emocjonuje mieszkańców całej chyba kuli ziemskiej. Nie ma człowieka, który nie wiedziałby, gdzie znajduje się strefa Gazy i jak wygląda Wzgórze Świątynne w Jerozolimie. Każdy jednak, kto wypowiada się na temat tego konfliktu angażuje się emocjonalnie po jednej z jego stron, a tym samym fałszuje jego obraz. Prawda bowiem leży po środku, w żadnym sporze nie ma nikogo niewinnego, w żadnym też nie ma czarnego charakteru. Wszyscy oczywiście znamy tę prawdę, ale gdy czytamy relację kogoś, kto nie zajmuje w sporze stanowiska, zaczynamy się niepokoić. Bo jakże to, mamy konflikt, w którym nie ma jednoznacznie sprawiedliwej strony? Jednych z nas to zaniepokoi, inni z kolei znajdą wytłumaczenie. Wszak to Smoleński, lewak i dziennikarz Gazety Wyborczej.

Przemierzmy jednak cały Izrael wraz z Zachodnim Brzegiem i Strefą Gazy z Autorem. Czy będzie to wesoła wycieczka do Izraela? Z pewnością nie, ale wszyscy nasi izraelscy przewodnicy są zgodni co do jednego  lepszy Izrael jest wart takiej ceny. Czym jest jednak ten lepszy Izrael? Każdy z rozmówców Smoleńskiego inaczej to tłumaczy. Dla dawnych żołnierzy z punktów kontrolnych czy Ramallah będzie on wtedy, gdy żołnierze przestaną uczyć się w wojsku nienawiści, gdy przestaną się pozbawiać ludzkich odruchów przez trudną, niebezpieczną, a czasem również bezsensowną służbą. Emerytki, które stoją godzinami przy punktach kontrolnych, sprawdzając czy kontrolujący nie łamią tam podstawowych praw człowieka, widzą ten lepszy Izrael jako kraj poszanowania drugiego człowieka. Wszyscy oni są dumnymi Żydami i bardzo zawstydzonymi Izraelczykami. Gdyby tylko mieli swoich odpowiedników po drugiej stronie barykady, moglibyśmy mieć złudzenie szansy na przyszłe porozumienie.

Niestety druga strona nie jest skłonna do refleksji na temat przyszłości. Nie bierze na siebie odpowiedzialności za swe czyny, nie ma tam potępienia zamachów, stosowania żywych tarcz, czy łamania praw islamu, nie mówiąc już o zastosowaniu jakiejkolwiek kary. Już to nie nastraja optymistycznie. Jednak ich codzienność przeraża jeszcze bardziej. Wrogiem przeciętnego Palestyńczyka jest bowiem drugi Palestyńczyk. Mieszkańcy Strefy Gazy nie wiedzą, kogo bardziej winić za niedostatek – izraelską armię czy Hamas. Prowokowanie ostrzałów czy kolejnych blokad dostawy towarów ma jedno zadanie  utrzymanie cen towarów, dostarczanych podziemnymi tunelami na odpowiednio wysokim poziomie. Paweł Smoleński nie pozostawia nam złudzeń: dla Hamasu ważny jest zysk, a nie zasady islamu. Dlatego w sklepach Gazy kupić można zakazaną przez islam whisky. Ludność Gazy jest dodatkowo używana jako żywe tarcze, a bojownicy często nie są Palestyńczykami. Jeśli ktokolwiek chciałby porównać Gazę do obozu koncentracyjnego, musiałby przyznać, że prawdziwym komendantem tego obozu jest Ismail Haniye. W tej atmosferze żaden Palestyńczyk z Gazy nie odważy się na jakąkolwiek refleksję i strona izraelska pozostanie jedyną, która zdolna jest do aktywnego protestu i samokrytyki.

Gdybyśmy jednak nie widzieli światełka w tunelu, żadnej nadziei na zmianę rzeczywistości, źle by to świadczyło o współczesnym świecie. Nadzieją tą są kobiety, mieszkanki arabskiej wioski Al-Azarii i kibucu Beri. Ich współpraca zaowocowała przyjaźnią, a przyjaźń ta gwarantuje, że żadna z nich nie będzie uczyła dzieci niechęci do własnych sąsiadów.