Jonatan Barkai - Zatracona Metropolia

Adam Kraszewski
 

Nigdy nie byłem w Tel Awiwie a jednak lektura wierszy z tomiku „Zatracona metropolia” sprawiła, że miasto to stało mi się bliskie. Nie jest to jednak bliskość, której korzenie tkwią w dobrych wspomnieniach, Jonatan Barkai uświadomił mi normalność tego miasta. Odarł je z mitu wyidealizowania i odium demonizowania. To jest miasto, które boryka się z tymi samymi problemami, co każde inne pretendujące do roli metropolii.

Podstawowym problemem współczesnego świata jest samotność. W tłumie ludzi jest ona najbardziej dotkliwa. Otaczają nas bowiem ludzie, którzy cierpią podobnie jak my i tak jak my obawiają się podejść do drugiego człowieka i zaproponować rozmowę, czy pomoc. Zakładamy maski, których mamy wiele, każdą na inną okazję z przerażeniem myśląc co będzie, kiedy maski te opadną.

 

Jonatan Barkai - Zatracona Metropolia

 

Poeta doświadczył samotności. Szczególnie dotkliwa stała się kiedy zły los odebrał Poecie towarzyszkę życia. Poeta całe życie uciekał przed śmiercią, teraz, za jej przyczyną, stał się wdowcem, którego boleść koić może tylko czas spędzony z wnukami, wspomnienia i te chwile, kiedy przemierza ulice swego miasta w poszukiwaniu człowieka.

Poszukiwanie człowieka w wielkim mieście to zadanie trudne. Nie ma go na przedmieściach, trudno znaleźć go w centrum. Zaginął gdzieś stary, poczciwy fryzjer, czy zaufany kelner, z którym można zamienić kilka zdań, oczekując na potrawę. Co wtedy robi Poeta? Pisze wiersze, o ile oczywiście nie zastrajkuje jego Muza.

O Jonatanie Barkaiu nie potrafię pisać obiektywnie. Ten izraelski poeta obudził we mnie na nowo pragnienie czytania wierszy. Wiele lat temu poezja przestała do mnie przemawiać, jednak gdy przeczytałem jego wiersze obudził się we mnie na nowo głód jej czytania. Nie potrafię jeszcze ocenić, czy te wiersze są dobre, jednak do mnie przemawiają. I za nie właśnie dziękuję Panu Jonatanowi.

Nowy wiersz

 

Siedzę i przysłuchuję się
Fragmentom rozmów
Przedłużającym się milczeniom
Chwytam zdania i powiedzonka
Próbuję zbudować fabułę.
Co on powiedział?
Jakim lapsusem ona rzuciła?
W jej oczach gości obrzydzenie
Z jego postawy emanuje obcość
Czuje do niej wstręt, to widoczne
Więc jeśli tak, to dlaczego siedzą
W kawiarence i spoglądają na siebie
Oczami w których błyskają ogniki nienawiści?
Podsłuchuję ich z wewnętrznym wzburzeniem
Ich wrogość służy mi
Za podpałkę
Do dalszego tworzenia.

 

 

Różnica

 

Bardzo modna kawiarenka,
Sala wypełniona dziesiątkami klientów
Kulejąca, biednie odziana kobieta
Przepycha się wśród stałych bywalców
Wyciąga dłoń po jałmużnę
Wyjada resztki z pozostawionych talerzy.

To rodzajowa scenka, już znana w mieście
Różnica między bogactwem a nędzą
Woła o pomoc….
Alarmuje.

 

Wiersze w tłumaczeniu Violi Wein