Jehudit Kafri odpowiada na pytania Świeckich

Adam Kraszewski

 

JK: Zanim zaczniemy rozmawiać, chciałam powiedzieć, że początkowo planowałam nadać książce tytuł „Moja opowieść o Zosi”. Było to dla mnie fascynujące wyzwanie: iść po śladach tej niezwykłej, prostej, a jednocześnie bardzo głębokiej, wybitnej kobiety i dowiadywać się z różnych źródeł, kim ona naprawdę była. A jednocześnie opisywać to wszystko w książce o niej.

Kiedy zaczynałam, przyjęłam z góry pewne założenia. Jedno z nich polegało na tym, że napiszę powieść biograficzną, a nie typową biografię; chciałam, żeby elementy powieściowe i biograficzne wzajemnie się uzupełniały. I kolejna decyzja, którą podjęłam na wstępie: to nie miała być powieść o romansach, rozgrywająca się w łóżku i w czterech ścianach. Dla Zosi i jej przyjaciół czterema ścianami był cały świat. Przyjęłam też i inne wstępne założenia, ale na razie chciałam powiedzieć o tych dwóch. 

 

Jehudit Kafri
Jehudit Kafri

 

AK: W swojej książce dotyka Pani niezmiernie trudnego i chyba dotąd nieznanego tematu. Zofia Poznańska porzuca ideały syjonizmu na rzecz ruchu komunistycznego. Z punktu widzenia ideowego syjonisty wolta taka graniczy wręcz ze zdradą. Jak Pani książka została przyjęta w Izraelu? Interesują mnie zwłaszcza opinie prawej strony sceny politycznej.

JK: Zosia i większość jej przyjaciół z młodzieżowego ruchu Hashomer Hatzair, a potem z partii komunistycznej, byli osobami mocno zaangażowanymi w politykę, podobnie jak i wielu innych młodych ludzi w Eretz Israel i w Europie w pierwszych dekadach dwudziestego wieku. Ale polityka nie była całym ich życiem. Nie była też całym życiem Zosi. Moja bohaterka była wielowymiarową istotą ludzką, kobietą – i to kobietą pełną miłości. Była córką chorej umysłowo matki, bardzo troskliwą siostrą, świetną przyjaciółką, osobą zdeterminowaną i duszą dość rogatą. Do tego bardzo piękną kobietą. Gorąco pragnęła sprawiedliwości, chciała pomagać ludziom, a nie krzywdzić ich – i mimo to tak mocno skrzywdziła żonę Naftalego Kanarka. Wierzyła w naczelne wartości ludzkie, które – tak jak widziała to wtedy ona i jej przyjaciele – były też wartościami wyznawanymi przez komunizm. Jej osobowość miała oczywiście jeszcze wiele innych wymiarów. Wszystko to jest opisane w książce – i nie tylko za pomocą słów takich jak w naszej rozmowie, ale za pomocą udokumentowanej literackiej opowieści.

Dlatego też mogę odpowiedzieć na pana pytanie o ten jeden, konkretny aspekt jej osobowości, czyli poglądy polityczne, wyłącznie w ramach tego szerszego kontekstu (szerszego także niż to, co opisałam w książce). Po pierwsze – jak to starałam się pokazać w „Zosi” – jej poglądy polityczne obejmowały znacznie więcej kwestii niż tylko sprawę syjonizmu. Ale jeśli już do niego jednego się ograniczyć – dziś nie spotykam nikogo, kto uważałby, że brak wiary w syjonizm to zdrada. Ja sama nigdy nie używam tego słowa – nawet w odniesieniu do ludzi, z których przekonaniami politycznymi zasadniczo się nie zgadzam. W czasach Zosi w Eretz Israel komuniści byli powszechnie znienawidzeni, prześladowali ich Brytyjczycy oraz większość ludności żydowskiej. Ale sytuacja się zmieniła. Ludzie mogą nadal nie lubić idei komunistycznych, ale kiedy wyszła moja książka o Zosi, reakcje w rozmaitych kręgach były wspaniałe. „Zosia” otrzymała nagrodę „Wydarzenia Literackiego Roku” przyznawaną przez stowarzyszenie autorów, muzyków i kompozytorów. Organizacja Ojców Założycieli urządziła z własnej inicjatywy dwudniową konferencję na temat Czerwonej Orkiestry dedykowaną mojej książce. Wystąpiło na niej dwunastu panelistów – wykładowców ze środowisk akademickich, z wojska, ze świata politycznego i partyjnego; był też gość z Berlina. W prasie pojawiło się wiele artykułów o „Zosi”, mówiono o niej w radio i telewizji – wszystkie reakcje były bardzo pozytywne. Byłam zaproszona na 35 spotkań, na których mówiłam o książce – od północy kraju do południa. Wszystkie te spotkania były inicjatywami lokalnymi. Wielu ludzi, którzy się tam wypowiadali mówiło, że moja książka powinna być uwzględniona w programach licealnych w Izraelu. Dostawałam wiele listów i telefonów, w których mówiono mi rzeczy niewiarygodne. Oto dwa przykłady spośród setek: 1. Zadzwonił do mnie młody profesor z Uniwersytetu w Hajfie i powiedział, że przeczytał w życiu tysiące książek i spośród nich wszystkich właśnie moja opowieść o Zosi wywarła na nim największe wrażenie. Zadał jej lekturę swoim  studentom i zaprosił mnie na spotkanie z nimi na koniec semestru.  2. Kiedyś z kolei zadzwoniła do mnie pewna kobieta i powiedziała, że moja książka całkowicie odmieniła jej życie.

Nie wiem, jakie były poglądy polityczne wszystkich tych ludzi. Tylko raz pewna starsza kobieta, która przyszła na jedno ze spotkań, kiedy mówiłam o heroizmie Zosi, powiedziała: „Ale przecież to była komunistka!”. A z kolei dziennikarz w jednej z prawicowych gazet napisał o książce naprawdę wspaniałe rzeczy i porównał ją z „Opowieścią o miłości i mroku” Amosa Oza.

AK: Odnoszę  być może mylne wrażenie, że postawa Poznańskiej wpisuje się we współczesne dążenia lewej strony izraelskiej sceny politycznej do porozumienia z Palestyńczykami.

JK: Tak, ma pan rację: postawa Zosi ma istotnie wiele wspólnego z dążeniami obecnej lewicy izraelskiej do osiągnięcia porozumienia z Palestyńczykami.

AK: Los Zofii Poznańskiej jest niemym wyrzutem sumienia. Nazwisko bohaterki zostało zapomniane przez potomnych, ona sama została narażona na zbędne niebezpieczeństwo przez  swoje kierownictwo. Tak naprawdę wszyscy zdradzili i opuścili Zofię. Odczytuję Pani książkę jako wołanie o pośmiertny szacunek wobec Pani bohaterki. Czy mam rację?

JK: Tak, bardzo mi zależało, żeby możliwie dużo ludzi dowiedziało się o Zosi. Żeby wiedziano, że na świecie żyła taka piękna kobieta. I żeby jej historia przypominała, jak ogromny potencjał tkwi w istocie ludzkiej. Pewnie większość z nas nie jest w stanie wznieść się na takie wyżyny heroizmu, odwaga ludzka ma zwykle swoje granice. Więc niech Zosia będzie jedną z tych nielicznych, którzy wskazują nam kierunki.

Zosia uczestniczyła w jednym z najważniejszych wydarzeń w historii ludzkości – w walce z hitlerowcami. I zrobiła to nie dlatego, że zmobilizowano ją do armii w jej kraju, ale na ochotnika – sama się zmobilizowała. Mogła przecież odmówić Trepperowi, kiedy zaproponował jej przystąpienie do tego ryzykownego przedsięwzięcia, ale odpowiedziała „tak” – i w ten sposób stała się uczestnikiem walki po stronie Armii Czerwonej. A bez wielkiego wkładu Armii Czerwonej w zwycięstwo, Hitler i jego przerażający reżim mógł wygrać wojnę i władać sporą częścią świata.

Ale kiedy zaczęłam badać i opisywać losy Zosi, nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego wszystkiego.  Wiedziałam tylko, że należała do Czerwonej Orkiestry i znałam kilka szczegółów dotyczących jej życia osobistego. Miałam powody, żeby pogłębić te badania i to, co zaczęłam odkrywać, wciągnęło mnie i stało się dla mnie sprawą bardzo osobistą. Coraz silniej chciałam przejść całą drogę jej śladami i opisać tę historię.

AK: Przyznam, że jako miłośnik historii nie rozumiem Pani nastawienia wobec osoby Leopolda Treppera. Historycy spierają się i będą się spierać o jego postawę tuż po aresztowaniu. Pisząc książkę, pokazuje Pani różne postawy członków Czerwonej Orkiestry w śledztwie. Od niezłomności Poznańskiej, poprzez załamanie torturami, aż po zdradę innych konspiratorów. Nie znajduję jednak żadnego oskarżenia wobec Treppera. Czy przyjęła Pani za prawdziwe to, co opowiadał o tamtych czasach szef Czerwonej Orkiestry?

JK: Tak, generalnie wierzę w to, co o tamtych wydarzeniach opowiedział Leopold Trepper. Wszyscy, którzy wypowiadają się o Czerwonej Orkiestrze mają osobiste powody, żeby albo ją gloryfikować, albo pomniejszać jej znaczenie, albo przemilczać pewne fakty – jednocześnie próbując odkryć prawdę (z wyjątkiem ludzi, którzy po prostu mają powody, żeby kłamać). Mam podstawy wierzyć w wersję Treppera bardziej niż w inne, ale nie chcę o tym więcej mówić, bo nie napisałam książki o Trepperze, tylko o Zosi Poznańskiej. Chciałam opisać w jakiejś mierze wszystkich ważnych ludzi w jej życiu, ale tylko w takim wymiarze, w jakim ich losy krzyżowały się z jej losami (we wszystkim, co o nich pisałam, opierałam się na swoich badaniach). A poza tym nigdy nie sformułuję oskarżenia pod adresem kogoś, kto był w rękach hitlerowców. Wierzę w to, co powiedział mi Gilles Perrault, francuski autor, który jako pierwszy przeprowadził szeroko zakrojone badania nad Czerwoną Orkiestrą: „Nie możemy osądzać ludzi, którzy dostali się w ręce Gestapo i załamali się. Możemy tylko podziwiać tych, którzy tam byli i nie załamali się”.

Jedną z takich osób była Zosia Poznańska.

Rozmowę z Jehudit Kafri przeprowadzono 23 listopada 2013 r.