Ulica cioci Oli

Adam Kraszewski

 

Anglicy powiadają, że każdy z nas ma swojego trupa w szafie. Tym określeniem nazywany jest epizod z życia własnego lub życia rodziny, niechętnie wspominany, często z zażenowaniem lub wręcz ukrywany. Sprawdzianem naszej dorosłości jest to, w jaki sposób zmierzymy się z konkretnym problemem.

Dla Aleksandry Domańskiej takim trupem w szafie była osoba jej babci. Helena Kozłowska, pseudonim Ola, przedwojenna komunistka, oficer polityczny batalionu AL „Czwartacy”, beneficjentka powojennej rzeczywistości i prawdziwie ideowa komunistka. Problemem Autorki był fakt, iż tak naprawdę nie znała swojej babci. Dopiero odkrywając przeszłość potrafiła zmierzyć się z bagażem, jaki przeszłość ta niosła.

 

Ulica cioci Oli

 

 

Cóż może być gorszego dla zadeklarowanego antykomunisty niż świadomość, że ktoś z jego rodziny należał do tych, których on sam nazywał zdrajcą Polski, sprzedawczykiem czy pachołkiem Rosji. Próbuję sobie wyobrazić dramat jaki zachodzi w życiu takiego człowieka. Jak identyfikować się z takim dziadkiem czy babcią, a jednocześnie wierzyć we własne zasady? Wielu ludzi próbuje sobie radzić z takim brzemieniem po swojemu. Niektórzy uciekają się do wykreowania bohaterskiej babci, która konspirowała nawet przed własnym mężem, nie widząc komediodramatu stworzonego przez siebie scenariusza. Inni z kolei próbują wczuć się w sytuację swoich przodków, zrozumieć motywy ich wyborów nie uwzględniając wiedzy, jakiej oni mieć po prostu nie mogli. I tą drogą poszła autorka książki „Ulica cioci Oli”, Aleksandra Domańska.

Motywem poznania historii Heleny Kozłowskiej były inicjatywy IPNu a także kilku prawicowych polityków. Nagle okazało się bowiem, że priorytetową dla całej Polski decyzją była zmiana nazwy ulicy, na której stoi tylko jeden budynek, a także pozbawienie kilku odznaczeń osoby, która umarła pięćdziesiąt lat temu. Inni z kolei, w trosce o polską państwowość wysuwali postulat ekshumacji i przeniesienia zwłok zmarłej pół wieku temu kobiety w bliżej nieokreślone miejsce. Jasnym jest, że takie postulaty mogłyby być zaakceptowane tylko ktoś o mentalności Pawlika Morozowa. Aleksandra Domańska rozpoczyna drogę, której celem jest poznanie zagadki Beli Frisz, znanej pod nazwiskiem Heleny Kozłowskiej i pod pseudonimem „Ola”.

Historia Heleny Kozłowskiej jest tak naprawdę historią KPP, a raczej historią ostatnich prawdziwych polskich komunistów. O ludziach wstępujących w okresie dwudziestolecia międzywojennego do KPP można by powiedzieć wszystko, ale nie to, że byli konformistami. Kariera partyjna niosła za sobą groźbę długoletniego więzienia i wyrzucenia poza nawias społeczny. Tylko na to mógł liczyć trzeźwo rozumujący przedwojenny polski komunista. Czego więc oczekiwali? Co nimi kierowało kiedy wstępowali w partyjne szeregi? Czy naprawdę te pytania wymagają odpowiedzi? Czyżby nasza wiedza o sytuacji klasy robotniczej z dwudziestolecia międzywojennego była tak mierna? Czy pamiętamy, kiedy wprowadzone zostały urlopy wypoczynkowe, bezpłatna opieka zdrowotna, płaca minimalna, powszechne i bezpłatne nauczanie? Czy znana nam jest przedwojenna stopa bezrobocia? Dla zrozumienia motywacji należałoby poznać historię ekonomiczną dwudziestolecia międzywojennego, zanim zaczniemy oceniać ruch komunistyczny.

Grzechem pierworodnym komunizmu było podporządkowanie ruchu Związkowi Radzieckiemu. Tak, to prawda, polscy komuniści, byli forpocztą Stalina. Czy jednak nie mogli zmienić swego życia? Dlaczego odważni ludzie byli bezradni wobec Stalina? A może Ci, którzy potrafiliby powiedzieć twarde nie zginęli w 1937 roku? Może ci, którym dane było przeżyć nie mieli odpowiedniego kręgosłupa moralnego? Ludzie zbyt młodzi i niedoświadczeni? Na te i inne pytania musimy sami znaleźć odpowiedź. Autorka daje nam tylko drobną wskazówkę.

Rozliczenie systemu komunistycznego musi nam uzmysłowić, że niczego nie możemy oceniać w kategoriach bieli i czerni. Nie możemy zapominać o przedwojennym niedostatku i marzeniach uczynienia świata lepszym tak samo, jak nie możemy zapomnieć o zbrodniach komunistycznych okresu powojennego. Historia bowiem nigdy nie jest czarno biała, a pisać ją na nowo w tych barwach oznacza jej fałszowanie.

 

 

Comments powered by Disqus