Tam, gdzie kończy się kraj

Adam Kraszewski

 

Strach rodziców przed wieścią o śmierci swego dziecka jest motywem przewodnim książki Dawida Grossmana. Nic dziwnego. Wszak książka ta miała być swoistym remedium na obawy Autora o los syna, który zginął w 2006 roku w Libanie. Jest to też typowa izraelska historia, historia kraju naznaczonego ciągłym zagrożeniem wojną, a co za tym idzie, śmiercią.

 

Tam, gdzie kończy się kraj

 

„Tam, gdzie kończy się kraj” jest niezwykłą książką. Jej niezwykłość po części jest wynikiem wielowątkowości, która w przypadku innego prozaika mogła by drażnić czytelnika. Grossman po mistrzowsku miesza teraźniejszość i przeszłość swoich bohaterów, kreując przez to zupełnie niepowtarzalną atmosferę.

Wyobraźmy sobie, że w pozornie opuszczonym szpitalu spotyka się trójka nastolatków - jedna dziewczyna i dwóch chłopców. Bariera informacyjna, jaka otacza szpital, potęguje spowodowane u młodych ludzi osamotnieniem poczucie zagrożenia. Mamy bowiem rok 1967 i wojnę sześciodniową, zaś cała trójka przebywa w jednym z izraelskich szpitali. Powoli nabierają przekonania, że oto ich kraj ginie, a strach tym wywołany nie opuści czytelnika do ostatniej strony.

 

Tam, gdzie kończy się kraj

 

Wiele lat później dziewczyna, już jako dorosła kobieta, wysyła swego syna na kolejną wojnę, jaką musi prowadzić Izrael. Ostatnie słowa, które słyszy od swego syna, muszą ją przerazić. Oto chłopiec pozostawia nietypowy testament, który streszcza poleceniem opuszczenia Izraela na wypadek jego śmierci. Kobieta postanawia odseparować się od wszystkich wiadomości o wojnie. Wyrusza więc na pieszą wędrówkę na sam kraniec Izraela. Towarzyszy jej dawno nie widziany Awram, w przeszłości współtowarzysz z tajemniczego szpitala. Sama wędrówka staje się pretekstem do wspomnień, do tego, by powiedzieć sobie o rzeczach, które nigdy nie zostały powiedziane. Poznajemy najintymniejsze sfery życia obojga, ich traumy i to, jak sobie z nimi próbują poradzić. Awram nosi w sobie traumę z pobytu w niewoli egipskiej. Ora, nasza bohaterka - brzemię nieudanego małżeństwa. Oboje zaś wiedzą, że łączy ich jeszcze ktoś inny. Dopiero później Awram zaczyna zadawać pytania, czasami wtrąca własne przemyślenia. Oboje wędrują, szukając w samej drodze i sobie samych lekarstwa na własne życie.

Dawid Grossman wykorzystał w swej książce motywy, z których korzystało wielu pisarzy. Ucieczka przed złymi wiadomościami, trójkąt seksualny, ojciec wychowujący dziecko, w którym widzi zastępcę swego przyjaciela, droga zaznaczona miejscami pamięci poległych żołnierzy. Wszystko to już znamy, nie mamy jednak oto pretensji do Autora, który dowiódł swą książką, że ktoś inny mógł być pierwszy, jednak to on, Dawid Grossman opisał to lepiej, w sposób o wiele bardziej przejmujący. Jednak największe wrażenie robi jedna z finałowych scen książki, scena, w której Grossman pokazuje, udowadnia wręcz swą wyższość na Erichem Marią Remarque'em. Opuszczony na polu bitwy ranny żołnierz, żołnierz zapomniany zarówno przez przyjaciół jak i wrogów wzywa jednych, by mu pomogli, tych drugich zaś, by w inny sposób skrócili jego cierpienia. Pierwsze wezwania mają charakter meldunków wojskowych, kolejne już są bardziej osobiste. Upływ krwi, nieświeże bandaże, widok zabitych towarzyszy broni musi wywołać szaleństwo i brak kontroli nad swoimi słowami. Wezwania te szybko nabierają charakteru rozliczenia własnego życia i swoistego testamentu, jaki żołnierz pozostawia potomnym. Cierpienia leżącego w leju po bombie Paula Baumera z książki „Na zachodzie bez zmian” zdają się być niewinną igraszką w porównaniu z cierpieniami naszego żołnierza. I to świadczy o kunszcie pisarskim Grossmana.

 

Tam, gdzie kończy się kraj

 

 

Comments powered by Disqus