Ela Sidi oswoiła Izrael

Adam Kraszewski

Przyznam, że miałem z tą książką mały problem. Znam bowiem i cenię jej Autorkę. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było zapomnieć o znajomości i pisać tylko myśląc o książce.

Izrael jako chyba jedyne państwo na świecie wzbudza tak różnorakie emocje. Prawdopodobnie trudno jest znaleźć osobę, która szczerze powiedziałaby, że jest jej zupełnie obojętne. Mniej lub bardziej ukrywana wrogość z jednej, z drugiej zaś bezkrytyczne uwielbienie dla wszystkiego, co nosi markę tego kraju. Tak polaryzują się dyskusje, zarówno te na forum publicznym, jak i w internecie. Osobiste emocje, niewiedza, a nawet zazdrość, że można było w tak krótkim czasie zbudować sprawny organizm państwowy. Że to, co wielu narodom zajmuje setki lat, narodowi żydowskiemu zajęło jedynie kilka dziesięcioleci. Przede wszystkim zaś niewiedza i bezkrytyczne przyjmowanie cudzych opinii. To tylko niektóre powody, dla których państwowość Izraela nie pozostawia nikogo obojętnym. Jeśli dodamy do tego traktowanie izraelskiego społeczeństwa jako monolitu z – zależnie od własnych poglądów - pozytywnymi lub negatywnymi wyjątkami, jasnym dla nas będzie, iż tak naprawdę nikt nie zna do końca izraelskich realiów. 

Tę lukę stara się wypełnić Ela Sidi. Ela jest Polką mieszkającą na stałe w Izraelu i obywatelką tego kraju. Rozkaz serca, a nie poczucie przynależności narodowej, skłonił Elę do tej decyzji. Nawet nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić aklimatyzacji Eli, zaś ta dyskretnie przemilcza te kwestie, uznając, że mogłoby to negatywnie usposobić potencjalnego czytelnika. Ela odbywa często podróże do Jordanii do ukochanej Petry. Chwała jej za to, wielu bowiem szuka każdej okazji do tego, by znaleźć „coś” na Izrael.

 

Ela Sidi oswoiła Izrael

 

Jaki jest więc Izrael w oczach Eli? Jest to normalny kraj, którego nie można ani demonizować, ani tym bardziej idealizować. Pisze jasno, bez emocji, o sprawach, które nas - mieszkających w Europie - mogą dziwić. Czy jednak powinny? My też mamy swoich religijnych szaleńców, którzy resztę społeczeństwa uważają za grzeszników. Mamy też radykałów, wreszcie mamy lewicę, prawicę, mamy mniejszości seksualne. Wszystko to jest też w Izraelu, jednak ze względu na wielkość kraju i tendencję do zauważania skrajności w nim, zauważane jest szybciej, rzuca się bardziej w oczy. Z tego więc względu książka Eli nie zadowoli nikogo. Zjadliwi krytycy Izraela potraktują książkę jako kryptosyjonistyczną, ukierunkowaną na proizraelskie public relations, proizraelska zaś hasbara uzna ją za przykład „lewackiego” ataku na syjonistyczne ideały. I, na dobrą sprawę, każdy z nich będzie miał szczyptę racji, bowiem ktoś, kto chce być człowiekiem środka, nie będzie lubiany przez żadną ze stron sporu. Najbardziej jednak atakować będą Elę ci, którzy codziennie muszą udowadniać zarówno sobie, jak i innym swoją proizraelskość. Dla nich, „gojka z Izraela” (jak się Ela określa), czująca się w nim swobodniej od nich, będzie kamieniem obrazy, będzie kimś, przed kim poczują się zobowiązani bronić swoje państwo. Dlatego też nie będę zaskoczony, jeśli przeczytam za jakiś czas zarzut, że w książce tej nie ma prawdziwego obrazu kraju. Chciałbym jednak prosić krytyków, by napisali swój przewodnik po izraelskiej codzienności. Doprawdy, chciałbym obraz, który pokazuje mi Ela skonfrontować z innym obrazem. Czekam więc na stanowisko krytyków.  

Comments powered by Disqus